Praca, dom, styl, pasja. Dzieci zwierzęta, mężczyźni. Kariera i rodzina. Wszystko na równi powinno być świetne, na wysoki połysk. Jeśli nie dajesz rady naraz, musisz dokonać życiowego wyboru i zamknąć sobie drogę dla pozostałych opcji: chcesz mieć rodzinę, nie zrobisz kariery. Taka jest współczesna świecka tradycja. Ale dotyczy ona tylko jednej płci i tak się składa, że żeńskiej. Tej, że niby słabszej. Oto Ty, ona i ja. Siłaczka, tytanka multitasku. Urobiona po pachy wielozadaniowa kobieta współczesna.

„Kobiety na traktory!” To hasło zabrzmiało jakiś czas temu. Wytrząsanie jajników na traktorach miało podkreślać, że w socjalizmie wszyscy są równi, a nie, że kobieta potrafi prowadzić równie dobrze jak mężczyzna i jak ma ochotę to będzie objeżdżała pola pegeeru w Grzybowie zamiast doić krówki łaciate. Socjalizm nie zakładał jednak równości w domach i po ośmiu godzinach pracy, dzielna traktorzystka szła prać, zmywać, gotować i robić lekcje z dzieciakami. Małżonek szedł pić albo spać na wersalce przed telewizorem Neptun. Dzieci miał po to, żeby spuszczać im lanie pasem jak nabroiły oraz po to, żeby przełączyły czasem ojcu kanał z jednego na drugi.

Zróbmy skok i wróćmy do współczesności. Na traktory, my, babeczki, możemy wsiadać zupełnie dobrowolnie. Jako i na quady, a nawet na rakiety. Nasi oświeceni partnerzy, małżonkowie, konkubenci i kohabitanci w większym stopniu pomagają w obowiązkach domowych, a nawet znaczny procent ogarnął, że w domu się nie „pomaga” tylko bierze odpowiedzialność za ustaloną wzajemnie część zadań, bez podziału na płeć.

A jednak. Nadal to kobieta czuje się zobowiązana do bycia idealną, tego się od niej oczekuje. Instagramowe konta kobiet sukcesu, pięknych młodych mam z ciekawym zawodem i dobrym stylem wnętrzarskim istnieją i napędzają ciśnienie. Bo przecież skoro są tak dzielne i cudowne kobiety z życiem na miarę, to znaczy, że można. A jak można, to dlaczego ja nie mogę? Powinnam przynajmniej próbować! I tak zaczyna się wyścig o sukces we wszystkim naraz: od figury zaczynając na pracy kończąc, albo odwrotnie. Po drodze dzieci i inne takie.

Żeby tak osiągnąć wysokie C we wszystkim naraz trzeba być małym geniuszem organizacji, mieć sporo szczęścia, środki i nie siadać na tyłku właściwie prawie nigdy. Po prostu, zasuwać. W pracy piąć się i utrzymywać. Po wyjściu z etatowej pracy, zacząć drugi kobiecy etat: dom lub / i rodzina. Aktywnie spędzać czas, zdrowo gotować, poświęcać uwagę dziecku i rozwijać związek. Mieć romantyczne momenty, instagramowe zdjęcia i sukces. Sukces, sukces, sukces. I koniecznie fascynujące lub chociaż oryginalne hobby. Wyglądając przy tym wszystkim co najmniej o 10 lat młodziej niż wskazuje na to pesel i komunia zarejestrowana na VHS.

Tymczasem mężczyzna połową z tych rzeczy, przyjęło się, że się nie przejmuje. Czy ktoś od mężczyzny robiącego karierę wymaga zajmowania się domem i dziećmi? Nie. Czy usłyszałby: jak chcesz robić karierę, to nie dasz rady zająć się domem, dziećmi – wybieraj.

Jeśli to kobieta robi karierę, wymaga się, aby o rodzinne życie zatroszczyła się również. Ewentualnie może sobie dać z rodziną spokój, jeśli na nią nie ma czasu. Tak jest czy nie? Właśnie.

Presja urody? Nadal mężczyźni nie mają z tym większego problemu. „Facet, to byle był deczko ładniejszy od diabła” mawiały nasze babcie i to pozwalało płci przeciwnej wyglądać legalnie jak dziad borowy we własnym domu. Dość nagminnie. Do dziś znane jest zjawisko puszenia się, niczym najatrakcyjniejszy w okolicy paw, panów z brzuszkiem, łysinką lub urodą lekko wstrząsającą, czyli bez żadnych ogólnie uznawanych ku temu podstaw, aby się tak puszyć. Jednym słowem: mają panowie zdrowe podejście do samych siebie.

A nas, biedactwa wielozadaniowe, wychowano tak, że podlegamy ocenie nieustannej i ulegamy presji. Hasło: zapuściła się, jest jak młot. Spada i rujnuje opinię, podkopuje wartość, potępia. W skrajniejszych przypadkach usprawiedliwia męską chęć poszukania atrakcyjniejszej partnerki w bliższej lub dalszej okolicy. Bo przecież własna domowa kurka się zapuściła. Siedzi i seriale ogląda jak ma czas, albo pije to swoje prosecco. Wiadomo: matka z niej dobra, w domu jak w pudełku, a i gotuje doskonale. Tylko nie dba o siebie, figurę straciła, na skoki spadochronowe lub inne garncarstwa nie ma czasu, do kosmetyczki pewnie by i latała, no ale kto by wydawał takie krocie?! Te kosmetyczki strasznie drogie są.

Presja ma się dobrze, mimo postępu cywilizacji, równouprawnień, protestów i fachowych opracowań psychologicznych. Wszystko psu na budę. Ideał perfekcyjnej pani domu to marzenie prawie każdej potencjalnej teściowej i prawie każdej matki.

Dziewczyny, hej. Bądźmy dla siebie łaskawsze.

Czy to źle, że nie skaczesz na banji? Że nie chcesz mieć dzieci? Że nie umiesz gotować, nienawidzisz porządków domowych, się nie lubisz malować, nie znosisz szpilek i koronkowej bielizny z drutami w konstrukcji? Że wolisz założyć dres i obejrzeć serial naraz, wsuwając na zmianę śledzia i winogrona?

A skąd. Nie musisz wszystkiego, wszędzie naraz. Wybierz i ciesz się tym co lubisz serio.

Jest wiosna. Zacznijmy od nowa, od siebie. Zagrabmy presję na zeszłoroczną kupkę i … spalmy, polewając prosecco.

 

Prestiż  
Kwiecień 2024